Nie żałuję wyboru koszy ulicznych z metalu

Z domu wyniosłam podstawową wiedzę o świecie i ogromny szacunek do przyrody. Matka natura bez powodu krzywdy nie zrobi, dlatego należy się jej szacunek. Jeśli produkuję odpadki to nie chcę ich zostawiać przyrodzie. Zbyt ją lubię.

Trasa turystyczna z koszami ulicznymi? Czemu nie!

kosze uliczneDlatego, gdy wprowadzałam w życie swoje ostatnie przedsięwzięcie, temat kosze uliczne, stał mi się dość bliski. Mając spory kawałek ziemi w niezwykle atrakcyjnym turystycznie kawałku Polski, postanowiłam go wykorzystać. Udostępniłam sporą ilość hektarów ziemi ludziom, którzy pragnęli przespacerować się szlakiem. Do tej pory musieli jeździć czy chodzić naokoło. Oczywiście musiałam na całej trasie zapewnić kosze. Gdzieniegdzie pojawił się przecież kawałek asfaltu. Temat był dla mnie dość zaskakujący, ale i ciekawy. Turyści, którzy przecinali moją działkę, chętnie korzystali z drogi, ponieważ zaoszczędzali na niej około piętnastu kilometrów. Ja musiałam zapewnić na te kilometry kosze. Wielu turystów nie jechało tylko szło, latem z wodami, kanapkami, kosze więc po prostu musiały być. Pytanie tylko jakie? Gdy weszłam na strony internetowe stanęłam przed wyborem: z daszkiem, bez daszka, betonowe, wolnostojące? Oczywiście betonowych sobie nie życzyłam – pasowały do ulicy – nie trasy, a bez daszka podczas opadów powodowałyby katastrofę. Zatem kosz osłonięty, dodatkowo najlepiej z popielniczką. Nie lubiłam plastiku, metal lepiej współgrał z przyrodę, więc skupiłam się na koszach – ulicznych- bo polnych przecież nie ma, metalowych.

Mimo, iż miałam na początku wątpliwości, tak okazało się, że są one zupełnie niepotrzebne. Turyści, w moim zakątku, zawsze wiedzieli jak się zachować. Wspólny szacunek i troska o to co nas otacza jest podstawą harmonijnego życia.